Archiwum kategorii: Artykuły

Witaj w rodzinie!- adopcje dorosłych w Japonii

Japonia może pochwalić się jednym z najwyższych współczynników adopcji na świecie – co roku dochodzi tu aż do ponad 80 tys. adopcji! Na tym tle, nasz kraj wypada dość blado (roczna liczba adopcji w Polsce nie przekracza 4 tys.), ale statystyki mają to do siebie, że potrafią być mylące. Okazuje się bowiem, że liczba adoptowanych dzieci w naszym kraju jest niemal czterokrotnie wyższa niż w Kraju Kwitnącej Wiśni. Jak to możliwe? To dlatego, że na te kilkadziesiąt tysięcy adopcji, niecały 1% dotyczy dzieci, które nie mają domu (według badań rządowych, w 2015 roku liczba ta wynosiła zaledwie 544). Największą popularnością wśród osób pragnących zostać rodzicami cieszą się natomiast… dorośli mężczyźni. Potencjalny syn wybierany jest zazwyczaj z grupy osób pomiędzy 20 a 30 rokiem życia. Szanse na adopcje rosną jeśli potencjalne „dziecko” posiada dyplom ukończenia prestiżowej szkoły i wykazuje smykałkę do interesów.

Na pomysł adoptowania dorosłych Japończycy po raz pierwszy wpadli już w XIII wieku, a w okresie Edo (1603-1868) zwyczaj stał się już powszechną praktyką. Według dawnego prawa, majątek rodzinny mógł być przekazywany wyłącznie w linii męskiej. Nie raz zdarzało się też, że w rodzinie rodziły się wyłącznie córki i nie było nikogo, kto mógłby przekazać nazwisko kolejnym pokoleniom. By nie dopuścić do wygaśnięcia rodu, uciekano się więc do adopcji. Przyjęcie dziecka pod dach wiązało się z koniecznością jego wychowania i edukacji. Nie można też było przewidzieć, czy w przyszłości stanie się odpowiednią osobą by pełnić rolę głowy rodu. Wybór dorosłego już syna był znacznie wygodniejszą opcją. Adopcja zazwyczaj związana była z omiai (aranżowanym małżeństwem) – adoptowany syn poślubiał jedną z córek i przybierał nazwisko małżonki. W ten sposób stawał się równocześnie i synem i zięciem tzw. mukoyōshi.

W kolejnych wiekach rola adoptowanych synów nie ograniczała się wyłącznie do zapewnienia ciągłości rodu, a wszystko zaczęło się od rodzin kupieckich. W Japonii wszystko zostaje w rodzinie, nawet biznes. Jednak, że nie mamy władzy nad tym, co przekażemy potomstwu w genach, zdarza się, że dzieci ludzi interesu nie wykazują zdolności swoich rodziców. Jak to mówią, w biznesie nie ma miejsca na sentymenty – jeśli moje własne dziecko się nie nadaje, trzeba znaleźć inne, bardziej kompetentne. Toyota, Suzuki, Honda – te gigantyczne koncerny motoryzacje to jedne z nielicznych przykładów przedsiębiorstw, które zostały przekazane pod skrzydła adoptowanych synów.

Niektórzy uważają, że istnienie takiego systemu ma motywujący wpływ na biologiczne potomstwo, które musi żyć w strachu, że w każdej chwili ktoś inny może je zastąpić, jeśli nie będzie się wystarczająco starać. System adopcji od wielu wieków sprawdza się także w kręgach rozrywkowych. Aktorzy występujący w tradycyjnym teatrze japońskim kabuki, często adoptują uczniów, którym pragną przekazać swoją wiedzę. Tu wyjątkowo adopcja nie dotyczy dorosłych, a dzieci – tych, które wykazują nieprzeciętny talent aktorski. Tym sposobem, nie jeden teatr, hotel czy świątynia w Japonii szczyci się tym, że zarządzana jest przez jedną rodzinę od kilkudziesięciu pokoleń.

System adopcyjny w Japonii jest jedyny w swoim rodzaju. By adoptować dziedzica nie trzeba spełniać też wielu wymagań. Ważne jest by być pełnoletnim (Japończycy stają się pełnoprawnymi dorosłymi wieku 20 lat) i by być starszym od adoptowanego, choćby miałby to być tylko jeden dzień. Mniej różowo wygląda aspekt biurokratyczny, gdyż wiele dokumentów trzeba wypełnić nim adopcja dojdzie do skutku. Rosnąca liczba adopcji dorosłych świadczy jednak o tym, że Japończycy nie są skłonni do porzucenia marzeń o „rodzicielstwie”. Na szczęście rośnie nie tylko liczba adopcji kierowanych pragmatyzmem. Także dzieciom, które z różnych względów zostały pozbawione rodzin, coraz częściej udaje się znaleźć kochający dom. My możemy życzyć tylko jednego: oby tak dalej!

Autor artykułu: Katarzyna Trzepizur

Shichi-go-san

15 listopada to ważna data w kalendarzu japońskich rodziców. Z tym dniem wiążą się bowiem obchody święta zwanego Shichi-go-san, które w dosłownym tłumaczeniu oznacza po prostu „siedem-pięć-trzy”. Nazwa ta odnosi się do wieku dzieci, którym święto to jest poświęcone, czyli chłopcom w wieku 3 i 5 lat oraz dziewczynkom w wieku 3 i 7 lat. Tego dnia wszystkie maluchy, które spełniają wymogi wiekowe, zabierane są do świątyń shintoistycznych, gdzie ich rodzice modlą się o ich dalszy zdrowy rozwój i szczęście.

Znaczenie liczb 7-5-3

Zarówno nazwa święta jak i data w której przypada nie są przypadkowe. Według tradycji japońskiej osiągnięcie wieku trzech, pięciu i siedmiu lat przyjmuje się za przełomowe momenty w życiu dzieci. Shichi-go-san to kombinacja trzech rytuałów przejścia wywodzących się aż z okresu Heian. Pierwszy, zwany kamioki (dosł. pozostawienie włosów), wyznaczał moment od którego dzieciom pozwalano zapuszczać włosy – według tradycji, wszystkim dzieciom do lat 3 golono głowy. Trzecie urodziny dziecka były powodem wielkiej radości także dlatego, że przy poziomie ówczesnej medycyny, wiele maluchów nie dożywało tego wieku. Za łaskę bóstw trzeba było koniecznie podziękować, więc ważnym punktem programu było zabranie dzieci do świątyni. Kolejna ceremonia, hakama-gi,odbywała się z okazji pierwszego przywdziania spodni hakama przez pięcioletnich chłopców, co symbolizowało ich wejście w wiek młodzieńczy. Ostatni rytuał, czyli obi-toki, dotyczył siedmioletnich dziewczynek. Podczas ceremonii po raz pierwszy zakładały pas obi, którym dorosłe kobiety obwiązywały kimona. W niektórych regionach Japonii wierzono także, że wraz z przekroczeniem tych progów, dzieci otrzymują od bóstw trzy ważne dary: w wieku 3 lat – słowa, w wieku 5 – mądrość, a w wieku 7 – zęby.

Ponadto, w Japonii liczby nieparzyste (poza liczbą 9, która przynosi pecha) są liczbami szczęśliwymi – wśród nich właściwości te szczególnie wykazywać mają właśnie 7, 5 i 3. Kombinację tych liczb często wykorzystuje się np. przy komponowaniu tradycyjnych ogrodów japońskich. Jeśli zsumujemy te liczby otrzymamy wynik 15 – stąd wybór piętnastego dnia miesiąca. 15 listopada jest też uważany za jeden z najszczęśliwszych dni w roku. Trzeba przyznać, że Japończycy nie mogli wybrać lepszej daty na modlitwę o zdrowie i pomyślność dla swoich dzieci.

Shichi-go-san dziś i czego nie może na nim zabraknąć

W czasie Shichi-go-san zakłady fotograficzne w całej Japonii przeżywają prawdziwe oblężenie. Zgodnie ze zwyczajem dzieci ubierane są w tradycyjne japońskie stroje – dziewczynki w kimona, a chłopcy w spodnie hakama i narzutki haori. Dlatego, że ich kupno to nie lata wydatek, obecnie wiele zakładów oraz sklepów oferuje ich wypożyczenie. Niekiedy w cenę wliczone są także zrobienie fryzury i makijażu. Okazja do takiego wystrojenia dziecka zdarza się dość rzadko, więc nic dziwnego, że każdy rodzic pragnie uwiecznić wydarzenie na pamiątkowym zdjęciu. Nie tylko w studio fotograficznym, ale także przez całą podróż do świątyni, rodzinie towarzyszyć będzie nieustanny dźwięk aparatów. Sesją zdjęciową w plenerze zazwyczaj zajmują się rodzice, ale coraz częściej korzysta się też z usług profesjonalnych fotografów. Niektóre ze zdjęć zostaną później ładnie oprawione i jako prezent trafią w ręce dziadków malucha.

Każde dziecko otrzymuje też w prezencie torby wypełnione słodyczami przeznaczonymi wyłącznie na tą okazję, tzw. chitose ame (dosł. „tysiącletni cukierek”), których zjedzenie ma im zapewnić zdrowy rozwój i długie życie. Chitose ame to rodzaj lizaków w kształcie długich, cienkich sopli o kolorach uważanych za przynoszące pomyślność – białym i czerwonym. Na torbach, do których są pakowane także nie brakuje symboliki. Nieodłącznym elementem są wizerunki żółwi i żurawi, które kojarzone są z długowiecznością. Często też wykorzystuje się motyw sosen, bambusów i śliw.

Kulminacyjnym punktem święta jest oczywiście wizyta w świątyni. Tu rodzice dziękują za opiekę, jaką bóstwa sprawowały nad dzieckiem do tej pory i modlą się o jego dalsze zdrowie. Dzieci mogą też wziąć udział w ceremonii, na której zostaną pobłogosławione przez kapłana. Ostatnim etapem święta jest wieczorne uczczenie wydarzenia podczas rodzinnego posiłku w domu lub – jeśli ktoś preferuje rozwiązania bardziej luksusowe – hotelu lub restauracji.

Pomimo, że Japonia to kraj, gdzie pęd życia szczególnie mocno odbija się na życiu rodzinnym, tradycja obchodzenia Shichi-go-san trwa nieprzerwanie. Zdarza się, że gdy 15 listopada wypada w dzień powszedni, wielu rodziców nie może sobie pozwolić na wzięcie urlopu od pracy. Nie oznacza to jednak, że dziecko zostanie pozbawione swojego święta. Współcześnie wiele rodzin na dzień obchodów wybiera weekend, a świątynie idąc z duchem czasu oferują swoje usługi także poza wyznaczoną datą. Forma święta może się zmieniać, ale jak widać główne założenie – że najważniejsze jest zdrowie i szczęście dzieci – wciąż jest takie samo.

Autor artykułu: Katarzyna Trzepizur

Ohaguro – tajemnica czarnego uśmiechu Japonek

Uśmiech jest najpiękniejszą ozdobą kobiety – to wiadomo nie od dziś! Kto by jednak pomyślał, że śnieżnobiałe uśmiechy, które dziś tak chętnie prezentują hollywoodzkie aktorki, mogłyby uchodzić za nieatrakcyjne? A jednak! Choć o gustach się nie dyskutuje, niemałe zdziwienie wywołuje fakt, że przez stulecia modowym trendem w Japonii były… czarne zęby!

Jest wiele teorii na temat genezy ohaguro, czyli japońskiego zwyczaju barwienia zębów na czarno. Niektórzy uważają, że tradycja przybyła do Japonii wraz z buddyzmem, którego wyznawcy uważali kości za nieczyste. Jednak odkopane przez archeologów gliniane figurki haniwa i szkielety, u których odkryto poczernione zęby, są dowodem na to, że historia zwyczaju jest o wiele dłuższa, a jej początków należy szukać już w okresie Kofun (ok. 250–538).

Zanim w okresie Edo farbowanie zębów stało się domeną zamężnych kobiet, zwyczaj stanowił ważny element ceremonii wejścia w dorosłość. Ceremonia ta w przypadku chłopców nosiła nazwę genpuku, natomiast w przypadku dziewczynek – mogi. Z jej okazji, chłopcy i dziewczęta, którzy wywodzili się z rodzin arystokratycznych i samurajskich, po raz pierwszy w życiu barwili swoje zęby, co miało symbolicznie zakończyć etap ich dzieciństwa. W dorosłym życiu należało dbać o to, by nie straciły one koloru. Posiadanie czarnego uzębienia podkreślało nie tylko wysoką pozycję społeczną, ale stanowiło też wyraz dobrego stylu i smaku – niezbędnych cech każdego szanującego się arystokraty. W związku z tym, że ówczesne kobiety pokrywały swe twarze białym pudrem, naturalny kolor zębów jawił się raczej w odcieniach żółci. Ohaguro było rozwiązaniem tego problemu. Czarnymi uśmiechami szczycili się nawet sami członkowie rodziny cesarskiej, a ten kto nie dostosowywał się do standardów modowych uznawany był za dziwaka. Autor pochodzącej z XII wieku opowieści „O księżniczce kochającej owady” (jap. „Mushi mezuru himegimi”) dość niepochlebnie wyraził się o arystokratce, która za nic miała dworskie konwenanse i odmówiła poczernienia zębów.

W późniejszych latach moda na ohaguro objęła wszystkie warstwy społeczne, choć grupy mniej zamożne na czernienie zębów mogły pozwolić sobie tylko od święta. W okresie Edo (1603-1868) zwyczaj został porzucony przez większość mężczyzn, ale czarne zęby wciąż były nieodłącznym atrybutem każdej zamężnej Japonki, która w ten sposób podkreślała swój status cywilny. Wielu zagranicznych badaczy do dziś uważa, że farbowanie zębów miało służyć oszpeceniu kobiety i tym samym zapobiec zdradzie małżeńskiej. Z tezą tą nie zgadzają się jednak badacze japońscy. Oprócz mężatek, miłośniczkami tej praktyki były także dziewczęta powyżej osiemnastego roku życia oraz gejsze. Czarny uśmiech miał dodawać im zmysłowości i podkreślać ich dojrzałość.

Barwnikiem tradycyjnie wykorzystywanym do czernienia zębów była substancja zwana kanemizu, której głównymi składnikiem były opiłki żelaza rozpuszczone w kwasie octowym i proszek zawierający taninę. Jak można się spodziewać, smak i zapach takiej mikstury nie należały do najprzyjemniejszych, ale przecież czego nie robi się dla urody? Trwałość farby także pozostawiała wiele do życzenia, gdyż panie by utrzymać czerń zębów, niemal codziennie musiały powtarzać czasochłonny proces. Dzięki temu były jednak nie tylko modne – barwnik miał także właściwości ochronne i Japonki bardzo rzadko cierpiały z powodu zepsutych zębów.

Koncepcja piękna zmienia się w zależności od kultury, moda zmienia się wraz z czasem. W roku 1870 rząd uznał, że w nowej, zmodernizowanej Japonii nie ma miejsca dla ohaguro, które godziło w zachodni kanon piękna i oficjalnie zakazał jego praktykowania. Trzy lata później modowym światkiem wstrząsnęła decyzja cesarzowej Shōken, która raz na zawsze postanowiła zerwać z barwieniem swoich zębów. Za jej przykładem poszło wiele kobiet i zwyczaj powoli zaczął odchodzić w zapomnienie. Według dzisiejszej mody japońskiej, piękne uśmiechy to śnieżnobiałe uśmiechy, ale w Japonii wciąż można spotkać osoby, które hołdują starej tradycji. Warto wziąć to pod uwagę i nie zakładać z góry, że lśniące czernią zęby to dowód unikania dentysty.

 

Autor artykułu: Katarzyna Trzepizur

Poznaj swojego przyszłego męża! – omiai kekkon, czyli aranżowane małżeństwa w Japonii

Aranżowane małżeństwo to relikt przeszłości? Na pewno nie w Japonii! Tradycja omiai, pomimo że nie cieszy się już taką popularnością jak niegdyś, po dziś dzień pozostaje żywa w Kraju Kwitnącej Wiśni. Omiai (w dosłownym tłumaczeniu oznaczające „spotkanie i oglądanie”) to spotkanie, którego celem jest poznanie swojego przyszłego męża lub żony. Ze względu na to, że osoby uczestniczące w omiai są dla siebie całkowicie obcymi ludźmi, zwyczaj ten często porównuje się do znanych nam w Europie randek w ciemno. Współczesna forma omiai nieco różni się od tradycyjnej, jednak cel wciąż pozostaje ten sam: znalezienie odpowiedniego partnera na całe życie.

Narodziny omiai

Tradycja omiai sięga korzeniami aż do okresu Kamakura (1185-1333), gdy aranżowane małżeństwa stały się domeną arystokracji i klasy samurajów. Więzy małżeńskie miały połączyć nie tyle mężczyznę i kobietę, co rodziny obojga małżonków. Decyzja o małżeństwie była równoznaczna z zawarciem przymierza między dwoma rodami, więc przy wyborze kandydata lub kandydatki pod uwagę brano przede wszystkim ekonomiczne i polityczne korzyści całej rodziny. Opinia osoby, która miała zostać wyswatana, nie odgrywała większej roli przy wyborze potencjalnego partnera. W zaaranżowanym spotkaniu, w którym przedstawiano sobie przyszłych małżonków, brali również udział najważniejsi członkowie rodu i to do nich należała ostateczna decyzja o tym, czy małżeństwo dojdzie do skutku.

Kim jest nakōdo?

W okresie Edo (1603-1868) zwyczaj omiai rozpowszechnił się także wśród innych klas i równocześnie zaczęła rosnąć rola zawodowych nakōdo, czyli swatów. Nakōdo zajmowali się nie tylko poszukiwaniem odpowiedniego kandydata lub kandydatki, ale organizowali także spotkanie, na którym zapoznawali ze sobą przyszłych małżonków i ich rodziny. Obecnie rolę nakōdo może pełnić członek rodziny, przyjaciel, a nawet szef. Japończycy też bardzo chętnie korzystają z usług wróżbitów, detektywów lub agencji aranżujących omiai.

Jak umówić się na omiai?

Zanim jednak do spotkania dojdzie, my lub nasi rodzice musimy przygotować sobie tsurigaki – portfolio, którego forma nasuwa skojarzenia z CV. Tsurigaki, wraz z naszym zdjęciem, powinno zawierać podstawowe informacje na nasz temat jak wykształcenie, zawód, hobby, a nawet to ile ważymy i ile mamy wzrostu. Wypada pisać ręcznie, najlepiej na tradycyjnym japońskim papierze washi. Tsurigaki przechodzi następnie w ręce swata – nakōdo, który na jego podstawie (a w przypadku zawodowych swatów, także przy użyciu najnowszych zdobyczy technologii) wybierze dla nas najodpowiedniejszą kandydatkę lub kandydata. Jeśli poszukiwania okażą się owocne, otrzymamy tsurigaki potencjalnego partnera, a on w zamian będzie mógł zapoznać się z naszym. Jeśli kandydat z portfolio przypadnie nam do gustu i on sam wyrazi na to ochotę, swat organizuje dla nas krótkie spotkanie, na którym my i nasze rodziny (jeśli one także biorą udział w przedsięwzięciu) zostaniemy sobie przedstawieni. Miejscem do zawarcia znajomości może być elegancki pokój hotelowy, droga restauracja, ale też inne, mniej wykwintne miejsce jak przytulna herbaciarnia – wszystko zależy od naszych upodobań. Jeśli podczas spotkania ogarnie nas trema lub będziemy zbyt nieśmiali by sami poprowadzić rozmowę, nakōdo przyjdzie nam z pomocą. Przypilnuje też, byśmy nie popełnili gafy poprzez poruszenie nieodpowiedniego tematu. Rozmowy o pieniądzach stanowczo zakazane! Jeśli po spotkaniu obie strony wyrażą chęć bliższego zapoznania, swat zorganizuje dla nas kolejne randki. Jeśli ich przebieg jest pozytywny, po kilku miesiącach (a czasami już po kilku tygodniach) nasze wysiłki zostaną zwieńczone ślubem. Jednak w przypadku, gdy kandydat bądź kandydatka nie okaże się być osobą, z którą chcielibyśmy spędzić resztę życia, nastąpi pożegnanie, a swat od nowa rozpocznie poszukiwanie potencjalnych partnerów. Znalezienie upragnionej osoby wymaga wiele czasu i nie raz okazuje się, że dopiero 30 kandydat z kolei spełnia nasze oczekiwania. Jak widać współczesne omiai zdecydowanie różni się od tradycyjnego – pierwsze spotkanie nie oznacza od razu małżeństwa, a decyzja za kogo wyjdziemy należy przede wszystkim do nas samych.

Przyszłość omiai

Według badań przeprowadzonych wśród Japończyków, do II Wojny Światowej prawie 70% zawartych małżeństw było wynikiem omiai. Jednak od lat 40., wraz z postępującą westernizacją kraju, popularność zaczęły zyskiwać tzw. ren’ai kekkon, czyli małżeństwa z miłości. W połowie lat 60. ich liczba przewyższyła liczbę małżeństw aranżowanych i od tej pory drastycznie rosła. Obecnie procent małżeństw, które zostały zaaranżowane jest nieporównywalnie niższy, bo wynosi zaledwie 5,5%. Jednak czy w czasach, kiedy aranżowane małżeństwa uznawane są za przeżytek historii, wciąż nie jest to zaskakująco wysoka liczba? Ponadto, w ostatnich latach omiai zyskują coraz więcej zwolenników. Większą popularnością zaczynają się cieszyć grupowe omiai, w którym udział bierze duża grupa singli. Grupowe omiai mogą przybrać formę naszego speeddatingu (szybkich 5-minutowych randek z wieloma kandydatami), dużych przyjęć lub wspólnych wycieczek w góry bądź wesołego miasteczka. W aranżowanie małżeństw zaangażowały się także stworzone specjalnie w tym celu portale internetowe. Presja ze strony rodziny i społeczeństwa by założyć rodzinę jest duża, ale pęd życia czy kariera zawodowa skutecznie uniemożliwia wielu młodym Japończykom zawarcie nowych znajomości. Właśnie dla nich omiai stanowi niepowtarzalną szansę na znalezienie partnera życiowego. Także koncepcja małżeństwa z miłości nie koniecznie przemawia do wszystkich Japończyków, którzy znani są przecież jako naród z pragmatycznym podejściem do życia i opinia, że kandydat tym lepszy, im stabilniejsza jego sytuacja życiowa jest dość powszechna. Wszak kto powiedział, że małżeństwo z rozsądku jest małżeństwem bez miłości? Zwolennicy omiai kekkon proponują nam nowatorski pogląd w kwestii małżeństw: zakochajmy się – po ślubie!

Autor artykułu: Katarzyna Trzepizur

Źródła: www.ipss.go.jp/ps-doukou/e/doukou15/Nfs15_points_eng.pdf

Yama no hi – nowe święto w Japonii

Słońce, błękitne niebo i piękne widoki widziane ze szczytu gór – właśnie tak dla wielu mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni wyglądał 11 sierpnia 2016 roku. Tego dnia wyjątkowo duża liczba Japończyków postanowiła choć na chwilę odetchnąć od życia w mieście i wraz z rodziną lub przyjaciółmi spędzić miły czas w otoczeniu cichej, górskiej przyrody. Skąd to nagłe zainteresowanie górskimi wycieczkami i to akurat tego dnia? Wszystko za sprawą japońskiego rządu, który w trosce o zdrowie wiecznie przepracowanych Japończyków, postanowił, że należy się im dodatkowy dzień relaksu. W roku 2014 uchwalono ustawę według której dzień 11 sierpnia stał się świętem narodowym i dniem wolnym od pracy. Dwa lata później Japonia po raz pierwszy uczestniczyła w obchodach Yama no hi, czyli święcie na cześć gór, tym samym dając początek nowej, pięknej tradycji. W uroczystościach, które odbyły się na terenie doliny wysokogórskiej Kamikōchi (prefektura Nagano) uczestniczył sam następca tronu cesarskiego – książę Naruhito w towarzystwie swojej żony księżnej Masako i córki, księżniczki Aiko.

Nowe święto ma niespełna roczną tradycję, ale dyskusja na jego temat trwała już kilka lat. Dlaczego akurat 11 sierpnia? Powody są różne. Zanim ustanowiono Dzień Gór, świątecznych dni w kalendarzu japońskim było piętnaście, a czerwiec i sierpień były jedynymi miesiącami, w których nie obchodzono żadnego z nich. Pierwotny plan zakładał, że Dzień Gór przypadnie na czerwiec, jednak spotkało się to z silną opozycją różnych przedsiębiorstw, według których przyznanie urlopu w tym miesiącu negatywnie odbiłoby się na ich interesach. Jego ustanowienie w sierpniu nałożyłoby się natomiast z obchodami obon (święta ku czci przodków), więc wpływ na pracę firmy byłby znacznie mniejszy. Gdy miesiąc był ustalony, zaproponowano datę – 12 sierpnia, co spowodowało kolejne kontrowersje. Tego bowiem dnia samolot japońskich linii lotniczych z 524 osobami na pokładzie rozbił się o zbocze góry Osutaka – była to największa pod względem liczby zabitych pasażerów katastrofa lotnicza. Z tych względów, ustanowienie Dnia Gór w jej rocznicę przez wielu zostało uznane za przejaw braku szacunku dla rodzin ofiar. Porozumienie osiągnięto przesuwając datę o jeden dzień do tyłu. Japoński znak na八(czyt. hachi) oznaczający liczbę 8, swoim kształtem przypomina górę, natomiast liczba 11 nasuwa skojarzenia ze znakiem oznaczającym las – 林 (czyt. hayashi). Z tego powodu, data zyskała przychylność większości Japończyków i 11 sierpnia oficjalnie uznany został za święto gór.

Dobrze, ale dlaczego góry? Po raz pierwszy pomysł został zgłoszony przez Japoński Klub Alpejski, którego członkowie najwyraźniej pragnęli zarazić swym hobby cały kraj. Inicjatywa spotkała się z dużym poparciem grup dbających o ochronę środowiska i  entuzjastów wspinaczek górskich zasiadających w parlamencie. Według pomysłodawców święto jest dla Japończyków szansą do „bliższego poznania gór i podziękowania za dary które od nich otrzymujemy”. Góry, które stanowią ok 70% krajobrazu archipelagu japońskiego, od dawna są ważnym elementem japońskiej kultury. Już zanim ustanowiono Dzień Gór, w wielu rejonach Japonii lokalne społeczności obchodziły święta związane z ich kultem. W przeszłości wierzono, że góry zamieszkiwane są przez bóstwa kami, a góra Fuji, która jest najwyższym szczytem w Japonii, do dziś uznawana jest za miejsce święte. O uroku malowniczych widoków i korzyściach zdrowotnych płynących z takiej formy odpoczynku nie trzeba już chyba wspominać.

Ustanowienie nowego dnia wolnego od pracy zostało ciepło przyjęte przez społeczeństwo, ale najwyraźniej nie zaspokoiło potrzeb każdego. Pokrzywdzeni czują się przede wszystkim uczniowie, dla których sierpień i tak przypada na okres wakacji. Coraz głośniejsze stają się też głosy argumentujące, że pozostawienie czerwca, jako jedynego miesiąca bez dnia świątecznego burzy równowagę w japońskim kalendarzu. W kulturze, w której harmonia stanowi niemal cnotę, jest to istotnie argument nie do przebicia. Lecz jaki dzień tym razem należałoby świętować? Czerwiec to okres pory deszczowej, więc oczywiście Dzień Deszczu! – odpowiadają Japończycy.

 

Autor artykułu: Katarzyna Trzepizur

Źródło:
http://www8.cao.go.jp/chosei/shukujitsu/gaiyou.html
http://www.sankei.com/economy/news/140624/prl1406240031-n1.html

Jidouhanbaiki

Jidōhanbaiki (jap.自動販売機), w skrócie jihanki (jp.自販機), to japońskie automaty sprzedażowe. Podobno pierwszy automat powstał w Japonii już w 1888 roku i można było w nim kupić papierosy. Jednak powszechne zaczęły być dopiero po 1967 roku, kiedy to wypuszczono do obiegu stujenową monetę. Obecnie Japonia jest krajem, który ma najwięcej automatów na świecie. Podobno 1 jihanki przypada na 23 mieszkańców. Są one dosłownie wszędzie. W zasadzie wtopiły się w krajobraz japońskiego społeczeństwa. Widać je na każdym rogu ulicy, przy każdym supermarkecie, parkingu, w wagonach pociągów, w hotelach, a nawet na szczycie góry Fuji. Nierzadko stoją po kilkanaście naraz.

Dlaczego jest ich aż tyle? Japończycy lubią nową technologię, która potrafi ułatwić życie. Zakupy w jidōhanbaiki są szybkie i proste. Wystarczy wrzucić monetę i gotowe. Oferowane produkty są dobrej jakości, a ich ceny nie różnią się od tych w supermarketach. Co więcej, nie zajmują wiele przestrzeni i można postawić je w każdym, nawet najmniej dogodnym miejscu. Większość z nich czynna jest całą dobę.

Ilość produktów, które można nabyć z automatów z roku na rok wzrasta. W większości są to napoje i przekąski, czy to na zimno czy na ciepło. Każdy znajdzie coś dla siebie, bo wybór jest ogromny. Jihanki z gorącymi frytkami, hotdogami albo hamburgerami, z lodami, bananami, sushi czy chlebem w puszcze. Istnieją nawet osobne automaty sprzedające świeże jajka.

W japońskich automatach nierzadko można znaleźć przedmioty, których obcokrajowiec by się nie spodziewał jak: kwiaty, płyty CD, używane telefony komórkowe, papier toaletowy, worki do odkurzacza albo kostki lodu. W tym także ubrania: t-shirty, koszule, krawaty, rajstopy, a nawet bielizna. Często są to rzeczy niezbędne w danym momencie jak parasol, okulary czy baterie.

Dla tych, którzy ukończyli 20 lat dostępne są automaty z papierosami i alkoholem, jak piwo czy sake. Jednakże, niezbędna jest wtedy specjalna karta TASPO, którą trzeba okazać przed zakupem.

W Japonii automaty wykorzystywane są nawet przez restauracje. Wystarczy wrzucić odpowiednią ilość pieniędzy, wcisnąć przycisk potrawy i maszyna wyda bilet. Z nim należy udać się do kelnera, który poda zamówienie.

Produkty oferowane przez jidōhanbaiki jednych zadziwią, innych wprawią w osłupienie, w każdym razie z pewnością niejednokrotnie okażą się pomocne w trakcie zwiedzania Japonii.

 

Autor artykułu: Aleksandra Rolnik

Onigiri

W Japonii onigiri są tak samo powszechną przekąską jak wszelkiego rodzaju kanapki w zachodnich częściach świata i można je kupić praktycznie w każdym sklepie. Jednakże, mimo że pełnią podobną funkcję do znanej nam kanapki, to tak naprawdę ze względu na wygląd ciężko je nazwać „kanapkami”. Co więcej, w języku polskim odpowiednik „onigiri” właściwie nie istnieje. Można je opisać jako „porcje” ugotowanego, sklejonego ryżu, przeważnie owinięte listkami wodorostów nori, które je się rękami. Najczęściej mają kształt trójkąta. Chociaż można znaleźć również kółka, kwadraty lub inne figury geometryczne, a także bardziej skomplikowane kształty jak uśmiechnięte misie, pandy czy koty. Przeważnie robione są z japońskiego drobnoziarnistego ryżu, ze względu na jego lepkość, dzięki któremu tworzą zbitą masę i łatwo je trzymać jedną ręką.

 

Istnieje wiele odmian onigiri, a ich różnorodność ogranicza jedynie wyobraźnia. Do najbardziej znanych należą te z nadzieniem łososia, tuńczyka, smażonej wołowiny czy też kurczaka, bardzo często w zestawieniu z majonezem. Na półkach sklepowych można znaleźć również wersje dla wegetarian z samymi warzywami, wodorostami lub posypane sezamem. Oczywiście oryginalna wersja z samego ryżu jest równie popularna co jej wariacje.

 

Co ciekawe, podobno pierwsze ślady onigiri archeolodzy znaleźli już 2 tysiące lat temu. Jednak forma, jaką znamy obecnie pochodzi z okresu Heian (794 -1185 r.). Miały wtedy kształt jajka i nazywane były tonjiki. Wodorostami zaczęto owijać je dopiero w okresie Edo około 1688 roku, gdy sprasowane liście nori zaczęły być dostępne dla zwykłych ludzi.

 

W Japonii onigiri są do kupienia we wszystkich supermarketach, całodobowych sklepach konbini oraz przydrożnych automatach. W większych miastach spotyka się osobne restauracje specjalizujące się tylko i wyłącznie w onigiri. Ostatnimi czasy nawet w Polsce można znaleźć miejsca, które sprzedają te, nie tylko praktyczne w użyciu, ale również pożywne „japońskie kanapki ryżowe”.

 

Autor artykułu: Aleksandra Rolnik

Dzień Sportu w Japonii

W Japonii Dzień Sportu (jp. un-dō-kai) to jedne z najważniejszych wydarzeń w ciągu roku. Tego dnia w szkołach organizowane są zawody sportowe. Uczniowie wszystkich klas dzielą się na dwie grupy – na „białych” i na „czerwonych”, gdzie kolory reprezentują japońską flagę. Drużyny rywalizują między sobą w różnych konkurencjach. Ta, która zdobędzie więcej punktów wygrywa i zdobywa puchar.

Wśród najciekawszych dyscyplin un-dō-kai można wyróżnić:

  • bō-taoshi – „obalanie słupa”- ta konkurencja wymaga strategii walki; zawodnicy z obu drużyn przyjmują odpowiednią pozycję – ofensywną albo defensywną; wygrywa drużyna, która przewali słup drużyny przeciwnej;
  • ki-ba-sen – „kawaleria wojskowa” – trzech uczniów, odgrywając rolę konia, dźwiga na ramionach innego studenta, który z kolei jest samurajem; zwycięża drużyna, która szybciej zrzuci przeciwnika z „konia” albo zabierze mu czapkę;
  • kumi-taiso – uczniowie budują kilkupoziomowe „ludzkie piramidy”;
  • mukade-kyōsō – „stonoga” – zawodnicy stają jeden za drugim, związują sobie na wysokości kostek jedną liną prawe nogi, drugą liną lewe nogi i jak najszybciej „podążają” w stronę mety;
  • tama-ire – każda z drużyn usiłuje wrzucić jak największą ilość woreczków (wypełnionych ziarnami fasoli) do bambusowego kosza; kosz przymocowany jest do wysokiego kija;
  • ōdama-okuri – zawodnicy jak najszybciej podają sobie ogromną piłkę nad głową, tak by nie upadła na ziemię.

Jednak ten dzień to nie tylko współzawodnictwo, ale także zabawa, kibicowanie i przyjemne spędzanie czasu wśród znajomych. Ci, którzy nie biorą udziału w rozgrywkach należą do sekcji kibicujacej (jp. ō-en-dan). Wokół boiska tłumnie zbierają się rodzice, dziadkowie i znajomi, żeby również wspierać  zawodników swoimi okrzykami. Rozkładają duże maty, z których mogą w komfortowy sposób obserwować zmagania swoich pociech. W południe, w czasie przerwy między konkurencjami, wspólnie jedzą ben-tō. Ben-tō to japońskie pudełko śniadaniowe, ale nazywa się tak również posiłek, który się do niego wkłada. Składa się przeważnie z ryżu z dodatkiem mięsa, ryby, jajek oraz z kiszonych lub gotowanych warzyw. W zasadzie Dzień Sportu to dla wielu młodych Japończyków oczekiwanie właśnie na ten moment, by w piknikowej atmosferze usiąść
w cieniu, na rozłożonej macie i cieszyć się, nie tylko smakiem, ale także wyglądem starannie przygotowanego ben-tō. Tym sposobem te wydarzenie staje się wielkim festiwalem.

 

Autor artykułu: Aleksandra Rolnik

„Sumimasen” jako niezwykle użyteczne słowo w życiu codziennym

Poranek w jednym z japońskich miast. Centrum, przepełnione pociągi, zatłoczone ulice, śpieszący się ludzie. Spóźniony do pracy mężczyzna, próbujący przecisnąć się przez tłum ludzi idących z naprzeciwka. „Sumimasen, sumimasen” – powtarza nieustannie, by nikogo nie potrącić i jak najszybciej dostać się na dworzec. Nieuważnie uderza kogoś łokciem. „Sumimasen” – przeprasza kłaniając się. Kobieta kupująca kawę w przydrożnej kawiarni. Kasjerka nie ma drobnych i prosi o stujenową monetę. Kobieta sprawdza w portmonetce. Gdy tam nie znajduje szuka w zakamarkach swojego płaszcza. W tym czasie kasjerka wielokrotnie powtarza: „Sumimasen”, lekko się kłaniając. W końcu kobieta płaci i wychodzi. Po chwili słychać wołanie „sumimasen!”. Kobieta zatrzymuje się i widzi biegnącego za nią chłopca, wymachującego jakimś przedmiotem. Zostawiła portmonetkę na ladzie. „Ach! Sumimasen!” – odpowiada z wdzięcznością.

Słowo sumimasen (jp. すみません) to jedne z najczęściej używanych zwrotów grzecznościowych przez Japończyków. Jest to też jedne z pierwszych słów, które obcokrajowiec uczy się przed wyjazdem do Kraju Kwitnącej Wiśni.

Co tak naprawdę oznacza „sumimasen”? Wiadomo, że wywodzi się od słowa sumanai, które można przetłumaczyć jako: „słowa nie są w stanie wyrazić tego, co zrobiłem (negatywnego, przykrego, itd.)”. Tak więc najprościej mówiąc, jest to odpowiednik polskiego „przepraszam” albo „proszę mi wybaczyć”.

Jednakże, w zależności od sytuacji, sumimasen niesie ze sobą o wiele więcej znaczeń. Zawiera w sobie także wydźwięk słowa „dziękuję”. Aczkolwiek, jest to inne „dziękuję” niż „arigatō”. Japończyk otrzymując od kogoś przysługę, za każdym razem poczuje się niezręcznie. Oprócz tego, że będzie chciał wyrazić wdzięczność, to równocześnie będzie pragnął powiedzieć: „przepraszam, że musiałeś się kłopotać z mojego powodu”. Tak więc będą to zarazem „przeprosiny w podziękowaniu” i odwrotnie.

Warto zapamiętać, że słowa do wyrażenia wdzięczności i przeprosin arigatō oraz gomenasai nie zawierają w sobie znaczenie słowa sumimasen i nie powinno się ich używać zamiennie. Co więcej, gomenasai oraz arigatō są mniej formalne od sumimasen i użycie ich wobec osoby nieznajomej lub wyżej postawionej będzie nieuprzejme. Są natomiast często spotykane w mowie potocznej wśród rodziny, przyjaciół, czy też dzieci.

Sumimasen jest niezawodne także w sytuacji, gdy chcemy zapytać nieznajomego o drogę, poprosić o pokazanie jakiegoś przedmiotu w sklepie lub zwrócić czyjąś uwagę. Stanowi wtedy zwrot na rozpoczęcie rozmowy i oznacza „Przepraszam bardzo”. Na przykład: „Sumimasen, którędy dojdę do dworca?”,  „Sumimasen, gdzie jest toaleta?”, albo: „Sumimasen, zapraszamy do nowo otwartej restauracji”.

Co więcej, zdarza się, że kelnerzy nie zawsze podejdą do stolika, dopóki się ich nie wezwie. Tak więc również w restauracji, kiedy chcemy złożyć zamówienie, bądź wezwać kelnera z jakiegokolwiek innego powodu, możemy zawołać: „sumimasen!”.

Sumimasen ma wiele funkcji, ale łączy je jedna wspólna cecha, bowiem słowo to jest niejako „potwierdzeniem zobowiązania wobec innych w społeczeństwie”. Japończycy są bardzo zaniepokojeni faktem, że zachowali się wobec kogoś nietaktownie, albo że ktoś wyświadczył im przysługę, ponieważ zdają sobie sprawę, że prawdopodobnie nie będą mieli okazji, by się odwdzięczyć. Nieustannie czują się dłużni względem innych. Gdy się to zrozumie, można zobaczyć jak wiele wartości cenionych przez japońskie społeczeństwo, zawarte jest w tym jednym słowie „sumimasen”.

 

Autor artykułu: Aleksandra Rolnik

Japońskie konbini

Konbini to japońskie określenie na sklepy całodobowe. Tak naprawdę, słowo „konbini” to skrót od „konbiniyensu sutoa” i jest odpowiednikiem angielskiego „convenience store”. Ich nazwa dosłownie oznacza „wygodny sklep” i nie ma się co dziwić, skoro otwarte są 24 godziny na dobę, 365 dni w roku. Jednak to nie wszystko. W większych miastach są tak powszechne, że idąc ulicą można je minąć średnio co 100 metrów. Na obszarach wiejskich są bardziej rozproszone. Szacuje się, że 1 konbini przypada na 2 tysiące mieszkańców. Wśród dystrybutorów można wyróżnić cztery największe: Family Mart, 7-Eleven, Sunkus i Lawson oraz mniejsze: Ministop, Daily Yamazaki, Coco store albo Everyone.

Kilka ciekawostek na temat konbini:

ASORTYMENT

W japońskich sklepach całdobowych można znaleźć całą gamę produktów spożywczych, gospodarczych, kosmetycznych i wiele innych. W całej Japonii nie ma dwóch takich samych konbini. Wybór produktów w sprzedaży będzie się różnił nie tylko w zależności od regionu i atrakcji turystycznych, ale również od pogody. Jeśli następnego dnia prognozowany jest deszcz, sklep zaopatruje się w parasole, które schodzą wtedy jak świeże bułeczki. Wszystkie produkty ułożone są w taki sposób, by na jak najmniejszej powierzchni zmieścić jak największy wybór asortymentu. Jeśli jakiś produkt nie jest „chodliwy” to zostaje szybko ściągnięty z półek i zastępowany innym.

JEDZENIE

Konbini są stosunkowo małe i prawie w ogóle nie posiadają magazynów, a dostawy przyjeżdżają od 2 do 5 razy na dzień. Oznacza to, że jedzenie jest zawsze świeże, a te, które odleżało kilka godzin jest wyrzucane i zastępowane nowym. Większość punktów oferuje klientowi podgrzanie posiłku i zjedzenie go na miejscu. Co ciekawe, dieta coraz większej liczby Japończyków, składa się w 100 %  z jedzenia kupionego właśnie w konbini i wcale nie musi być niezdrowa.

TOALETY

Tak jak na europejskich stacjach benzynowych, w niektórych japońskich sklepach całodobowych znajdują się toalety, z których śmiało można korzystać. Niestety w tych, które znajdują się w dużych miastach, lub w których panuje duży ruch wymagana jest drobna opłata lub zrobienie zakupów.

KOSZE NA ŚMIECI

Przy wejściu do sklepu znajdują się pojemniki do segregowania odpadów. Chociaż brzmi to zupełnie naturalnie, to jednak w Japonii idąc ulicą znalezienie kosza na śmieci jest zaskakująco trudne. Panuje tam bowiem przekonanie, że jedzenie w czasie chodzenia lub zwiedzania nie jest zbyt uprzejme. Japończycy przeważnie spożywają posiłki albo palą papierosy tuż przed konbini, by wszelkie odpady wyrzucić tuż po zużyciu do odpowiedniego pojemnika.

KARTA KREDYTOWA, BANKOMATY, POCZTA

W Japonii przeważa sposób płacenia gotówką. Konbini to jedne z niewielu miejsc, w których można użyć karty kredytowej. Co więcej, można korzystać z bankomatu i wypłacać gotówkę przez  24 godziny na dobę, nawet wtedy, gdy banki są już zamknięte. Przed większości konbini stoi skrzynka na listy z charakterytycznym symbolem 〒. Tak więc o każdej porze dnia można wysyłać wszelkiego rodzaju przesyłki. W niektórych sklepach można nawet zapłacić swoje rachunki.

KSERO, BILETY, WI-FI

Co w zasadzie w ogóle niespotykane m.in. w Polsce, w japońskich sklepach całodobowych znajdują się kserokopiarki, drukarki oraz automaty, przez które można nabyć bilety, czy to na autobus, koncert, czy do parku rozrywki. Większość z nich oferuje również darmowe Wi-Fi.

 

Niesamowite jest, jak wiele można zmieścić na tak niewielkiej przestrzeni. Każdy centymetr powierzchni jest doskonale zagospodarowany. Co więcej, żaden z produktów nie znalazł się w konbini bez powodu, wszystkie są dokładnie przemyślane i dostosowane do potrzeb klientów. Można znaleźć w nim to, czego potrzebuje się w danym momencie. Czy będzie to skorzystanie z wi-fi, z bankomatu, zapłacenie rachunków, kupienie zimnego napoju w upalny dzień, czy gotowego posiłku, konbini jest w stanie roziwązać każdy problem.

Podobno w Japonii kobini jest ponad 60 tysięcy, co powinno być dobrą informacją dla wszystkich podróżujących po „Kraju Kwitnącej Wiśni”.

 

Autor artykułu: Aleksandra Rolnik