Witaj w rodzinie!- adopcje dorosłych w Japonii

Japonia może pochwalić się jednym z najwyższych współczynników adopcji na świecie – co roku dochodzi tu aż do ponad 80 tys. adopcji! Na tym tle, nasz kraj wypada dość blado (roczna liczba adopcji w Polsce nie przekracza 4 tys.), ale statystyki mają to do siebie, że potrafią być mylące. Okazuje się bowiem, że liczba adoptowanych dzieci w naszym kraju jest niemal czterokrotnie wyższa niż w Kraju Kwitnącej Wiśni. Jak to możliwe? To dlatego, że na te kilkadziesiąt tysięcy adopcji, niecały 1% dotyczy dzieci, które nie mają domu (według badań rządowych, w 2015 roku liczba ta wynosiła zaledwie 544). Największą popularnością wśród osób pragnących zostać rodzicami cieszą się natomiast… dorośli mężczyźni. Potencjalny syn wybierany jest zazwyczaj z grupy osób pomiędzy 20 a 30 rokiem życia. Szanse na adopcje rosną jeśli potencjalne „dziecko” posiada dyplom ukończenia prestiżowej szkoły i wykazuje smykałkę do interesów.

Na pomysł adoptowania dorosłych Japończycy po raz pierwszy wpadli już w XIII wieku, a w okresie Edo (1603-1868) zwyczaj stał się już powszechną praktyką. Według dawnego prawa, majątek rodzinny mógł być przekazywany wyłącznie w linii męskiej. Nie raz zdarzało się też, że w rodzinie rodziły się wyłącznie córki i nie było nikogo, kto mógłby przekazać nazwisko kolejnym pokoleniom. By nie dopuścić do wygaśnięcia rodu, uciekano się więc do adopcji. Przyjęcie dziecka pod dach wiązało się z koniecznością jego wychowania i edukacji. Nie można też było przewidzieć, czy w przyszłości stanie się odpowiednią osobą by pełnić rolę głowy rodu. Wybór dorosłego już syna był znacznie wygodniejszą opcją. Adopcja zazwyczaj związana była z omiai (aranżowanym małżeństwem) – adoptowany syn poślubiał jedną z córek i przybierał nazwisko małżonki. W ten sposób stawał się równocześnie i synem i zięciem tzw. mukoyōshi.

W kolejnych wiekach rola adoptowanych synów nie ograniczała się wyłącznie do zapewnienia ciągłości rodu, a wszystko zaczęło się od rodzin kupieckich. W Japonii wszystko zostaje w rodzinie, nawet biznes. Jednak, że nie mamy władzy nad tym, co przekażemy potomstwu w genach, zdarza się, że dzieci ludzi interesu nie wykazują zdolności swoich rodziców. Jak to mówią, w biznesie nie ma miejsca na sentymenty – jeśli moje własne dziecko się nie nadaje, trzeba znaleźć inne, bardziej kompetentne. Toyota, Suzuki, Honda – te gigantyczne koncerny motoryzacje to jedne z nielicznych przykładów przedsiębiorstw, które zostały przekazane pod skrzydła adoptowanych synów.

Niektórzy uważają, że istnienie takiego systemu ma motywujący wpływ na biologiczne potomstwo, które musi żyć w strachu, że w każdej chwili ktoś inny może je zastąpić, jeśli nie będzie się wystarczająco starać. System adopcji od wielu wieków sprawdza się także w kręgach rozrywkowych. Aktorzy występujący w tradycyjnym teatrze japońskim kabuki, często adoptują uczniów, którym pragną przekazać swoją wiedzę. Tu wyjątkowo adopcja nie dotyczy dorosłych, a dzieci – tych, które wykazują nieprzeciętny talent aktorski. Tym sposobem, nie jeden teatr, hotel czy świątynia w Japonii szczyci się tym, że zarządzana jest przez jedną rodzinę od kilkudziesięciu pokoleń.

System adopcyjny w Japonii jest jedyny w swoim rodzaju. By adoptować dziedzica nie trzeba spełniać też wielu wymagań. Ważne jest by być pełnoletnim (Japończycy stają się pełnoprawnymi dorosłymi wieku 20 lat) i by być starszym od adoptowanego, choćby miałby to być tylko jeden dzień. Mniej różowo wygląda aspekt biurokratyczny, gdyż wiele dokumentów trzeba wypełnić nim adopcja dojdzie do skutku. Rosnąca liczba adopcji dorosłych świadczy jednak o tym, że Japończycy nie są skłonni do porzucenia marzeń o „rodzicielstwie”. Na szczęście rośnie nie tylko liczba adopcji kierowanych pragmatyzmem. Także dzieciom, które z różnych względów zostały pozbawione rodzin, coraz częściej udaje się znaleźć kochający dom. My możemy życzyć tylko jednego: oby tak dalej!

Autor artykułu: Katarzyna Trzepizur